Dzisiaj około 19.00 wróciłam do domu. Te parę dni mojej nieobecności spędziłam świetnie się bawiąc w miejscowości zabitej deskami na obrzeżu Starogardu Gdańskiego. Ten czas dzielili ze mną Bartosz(mój brat, inaczej:pasożyt), Rudy-jego kumpel, Magda-moja baletnica(kuzynka) , tata i oczywiście ja : D Każdy dzień zaczynał się prawie identycznie:
1. Około godziny 12.00 pobudka( z jednym małym wyjątkiem)
2. 12.05- czas w łazience.
3. 12.15- kulki z mlekiem(MLEKOŁAKI)
Później spędzałyśmy czas na podwórku, grając w paletki i staczając mecze na których nie obyło się bez "krwi, potu i wylanych łez" : D
Pierwszego dnia po przyjeździe zwiedziłyśmy starówkę od strony lumpeksowej. Tamtego dnia los nam sprzyjał. Kupiłyśmy okulary (które widać na zdjęciach), znalazłam koronkową bluzkę z Top shopu i drugą, którą już mama zdążyła ufarbować.
Każdego dnia wybieraliśmy się nad jezioro, średnio dziennie robiliśmy 9 kilometrów.
Chociaż pewnego popołudnia wracając znad jeziora, tata pomylił drogę i spacerkiem dreptaliśmy, aż doszliśmy do jakiegoś starego grobowca i musieliśmy zawrócić. Maszerowaliśmy następne 4 kilometry po torach z "bananami na twarzach", dla odpoczynku zwiedziliśmy straszny, opustoszały dom i wędrowaliśmy następne 4 km. - Nasze miny kiedy wróciliśmy do domu-BEZCENNE! Dwoma słowami: Było cudownie.
P.s. Przez cały następny tydzień będzie tu trochę cicho, ponieważ wyjeżdżam w góry do Rabki.
Bye, bye ... xoxo Bodzia

Zdjecia dzisiaj wbily mnie w krzeslo :))) Brawo!
OdpowiedzUsuń