Za jakieś 10 minut wyjeżdżam w świat, więc muszę się streszczyć z tym postem. Opiszę wam sytuacje zaistniałą parę dni temu. Kiedy to Edytka i Bodzia się razem spotkają to naprawdę wychodzi niezły kataklizm. Siedząc sobie tradycyjnie u Edyty na kanapie, przyszedł Gniewosz(młodszy brat) zaproponował nam wycieczkę na dach 10 piętrowego wieżowca nr. 4 (jak się nie mylę). Kiedy tam dotarłyśmy, miałyśmy wiele wątpliwości. Siedziałyśmy pod drabiną jakieś 30 minut, nerwowa atmosfera, spocone dłonie ; p i trzęsące się kolana. Edek, ze swoimi skłonnościami samobójcy, spróbował. Za drugim podejściem się udało, Edyta otworzyła metalową pokrywę i była już na dachu : O . Przyznam się, że było to dla mnie zbyt poronione..... jak osoba z nawet małym lękiem wysokości ma wejść na dach 10 piętra. WTF? Zrobiłam progress po weszłam do ponad połowy drabiny, i to wtedy przypomniał mi się koszmar z lat dzieciństwa, jak to zostaję zamknięta na dachu budynku i w końcu spadam . ; > Pomyślałam ... dobra nie mam psychy. Zeszłam i robiłam za "bodyguarda". Obiecuję sobie, że następnym razem na pewno wejdę, bo w końcu trzeba pokonywać strach. : D Poniżej wstawiam zdjęcia z naszej "Samobójczej misji " hah .
xoxo Bodzia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Bodzia,my zdobędziemy wieżowce na Przymorzu i na Morenie ;)
OdpowiedzUsuń