Opowiem historie, która zdarzyła się dosyć niedawno. Razem z rodzicami, bratem pasożytem i moją przyjaciółką Edytą wybraliśmy się do naszego domu w Starogardzie, gdzie mieliśmy mieszkać(niespełnione marzenia rodziców). Będąc na miejscu wbiegłyśmy do domu z nadzieją na chwile ciepła. Na dworzu głucho wszędzie, cicho wszędzie, co to będzie, co to będzie? Niestety w domu było jeszcze gorzej. Włączyłyśmy farelkę i ogrzewałyśmy się pod kocem. W sumie nie było co robić, kiedy mózg nam odmarzał. Jak szajbnięte oglądałyśmy jedne z pierwszych odcinków "M jak Miłość", "klanu" itd. Jednym słowem byłyśmy nieźle znudzone.
Oczywiście kto był naszym wybawcą?? Rodzice... wpadli oni na "świetny" pomysł. Zaproponowali nam spacer nad jezioro. Ubrałyśmy się na "cebule". Wzięłyśmy jakieś rowery, chyba po pierszej wojnie światowej. I ruszyłyśmy w drogę.

Wjeżdzając do lasu zaskoczyła nas nie lada niespodzianka. Było tyle śniegu jak może w Gdańsku 3 tygodnie temu. Zamiast gleby jeździłyśmy po lodzie. Nie powiem, ale to niezła atrakcja dla kogoś kto ma problemy z koordynacją. Rodzice oczywiście szli gdzieś z tyłu, rozmawiając o ..czymś. Zaprowadziłam Edzię w moje miejsce, gdzie zawsze przychodzę, kiedy chcę pobyć trochę sama.

Była to wielka polana i dokładnie pośrodku jedno niesamowite drzewo wyglądające jak BAOBAB. Coś w tym miejscu mnie przeraża , może to,że jestem otoczona z każdej strony ciemnym lasem , tak jakby zamknięta w klatce...
Na drzewie pstrykałyśmy zdjęcia, rozmawiałyśmy, ogółem cieszyłyśmy się chwilą. Niestety jak my dwie znajdziemy się gdzieś razem to niemożliwy jest HAPPY END.

Wracając czułam że ziemia zapada mi się pod nogami. Wiedziałam,że były to tereny podmokłe. I już tylko sekundy zadecydowały, która wpadnie pierwsza. Edek zanużyła się po pas w lodowatej wodzie, ale bez paniki dała rade ! Dla mnie jak zwykle los szykował także, niepotrzebną atrakcję. Przez swoją głupotę wpadłam jako druga, ale to przemilczę..... W bucie miałam litr lodowatej wody. Zdjęłam mokrą skarpetę i nie mogłam włożyć buta, więc założyłam na nogę czapkę i biegłam po śniegu. Wow Co za przyżycie! I to nie koniec tego horroru godnego Hitchocka. Wracając przewalałyśmy się o lód, Edyta na swoim SKŁADAKU zrobiła przewrót o 360 stopni wpadając w błoto . Jej reakcja: O NIE MÓJ PASEK LUIS VUITTON! Wszyscy śmiali się do łez z naszej nieporadności. W domu przebrałyśmy się w pierwsze, lepsze łachy. Nie powiem, ale wyglądałyśmy jak pierwszorzędne wsiuki. Edzie przebrana w piękne spodnie od "PRADY" i kurtkę mojej babci. Wiem,że ona mnie zabije, ale ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz